Banki błyskawicznie zareagowały na obłożenie ich nowym podatkiem. Tą reakcją są drogie kredyty gotówkowe i nisko oprocentowane lokaty, czyli po prostu koszty podatku zostały przerzucone na klientów, dzięki czemu banki zarabiają coraz więcej.

Okazuje się, że teraz banki, aby przyciągnąć klientów obniżają oprocentowanie kredytów do minimum, a zarabiają na prowizjach. Takie praktyki stosuje PKO BP, Alior Bank, mBank itp. Właściwie trudno już znaleźć bank, który zadowoliłby się jednocyfrową prowizją. Zwykle sięgają one od 11 nawet do 18 % kwoty kredytu. Niektóre banki zamierzają też bardziej zaangażować się w segment pożyczek czy kredytów gotówkowych. Okazuje się bowiem, że w tym roku zainteresowanie kredytami konsumpcyjnymi jest mniejsze, ale za to chętniej pożyczamy większe kwoty.

Podrożały nie tylko kredyty gotówkowe, ale również hipoteczne. Od jesieni ubiegłego roku do końca czerwca marża przeciętnego kredytu hipotecznego na 300 tys. zł rozłożonego 25 lat z 25% wkładem własnym wzrosła z 1,7 do 2,05 %. Podwyżki tych marż kredytów hipotecznych rozpoczęły się już jesienią ubiegłego roku. Były one reakcją na zapowiadane wprowadzenie podatku bankowego w lutym 2016 r. Deutsche Bank jako pierwszy ogłosił podwyżkę marży na kredyty hipoteczne o 0,65 %. Później to samo zrobił mBank, trzeci największy bank w Polsce. Tam marża na kredyty hipoteczne wzrosła o 0,4 % Marże podniósł również Eurobank, Raiffeisen Polbank, Bank BPH, Getin Noble Bank. A jeszcze niedawno przedstawiciele rządu zapewnili, że klienci banków nie odczują tego podatku. Miała to gwarantować ostra konkurencja między bankami, które będą walczyły o klientów raczej obniżając oprocentowanie kredytów i prowizji.

Chociaż banki zostały obciążone nowym podatkiem, to i tak zarobiły w tym roku ponad 8 mld zł. Jest to nie tylko zasługą droższych kredytów, ale też niższego oprocentowania lokat. Sześć największych banków w pierwszym półroczu ,,zaoszczędziło,, na niżej oprocentowanych lokatach 740 mln zł. Narodowy Bank Polski policzył, że o ile w marcu średnie oprocentowanie lokat wynosiło 2,1 proc., o tyle w czerwcu było to już tylko 1,5 proc. Bankowcy odważnie też obniżają oprocentowanie depozytów, bo i tak przynosimy tam coraz więcej pieniędzy. Coraz większa jest grupa osób, które mają oszczędności, ale nie są skłonne do inwestowania w fundusze czy akcje spółek giełdowych. W połowie ubiegłego roku wszystkie banki wypłaciły łącznie 8,95 mld zł z tytułu odsetek od lokat, a w pierwszej połowie tego roku już tylko 8,05 mld zł. W tym samym czasie wartość odsetek z tytułu spłacanych kredytów, głównie hipotecznych, wzrosła z 26 mld zł do 26,6 mld zł.

Jednak najwięcej banki zarobiły na obniżaniu oprocentowania depozytów. PKO BP wypłacił klientom z tego tytułu w pierwszym półroczu o 340 mln zł mniej odsetek niż przed rokiem. W Banku Pekao S.A. ta różnica sięgnęła 120 mln zł, a w BZ WBK i Banku Millennium - po 85 mln zł. W mBanku odsetki spadły przez rok prawie o 50 mln zł, natomiast w banku ING Śląskim o 60 mln zł. Oznacza to, że sześć największych banków wypłaciło w pierwszym półroczu tego roku o 740 mln zł mniej odsetek niż w tym samym czasie roku poprzedniego. Z porównania wypłat odsetek od depozytów i wzrostu odsetek kredytowych (zwanych teraz prowizjami) tych sześciu banków wynika, że w 75 % zawdzięczają one wzrost własnych dochodów spadkowi oprocentowania depozytów, a tylko w 25% wzrostowi rentowności kredytów.

Bankowcy manewrują liczbami, żeby klienci nie zauważyli, że płacą im coraz mniej. Oszczędności na odsetkach stają się widoczne dopiero wtedy, gdy odnawia się terminy depozytów; widać to na coraz krótszych terminach ofert promocyjnych, w których oprocentowanie bije po oczach atrakcyjnością (np. 3 proc. w skali roku, ale tylko przez 2-3 miesiące), oraz na śrubowaniu warunków, które pozwalają uzyskać lepsze oprocentowanie (coraz częściej tylko dla klientów, którzy jednocześnie założą w danym banku ROR, będą przelewali pensję albo wezmą kartę debetową).

W ciągu ostatniego roku wartość indywidualnych depozytów wzrosła się z 626 mld zł do 699 mld zł, podczas gdy rok wcześniej ten wzrost wynosił tylko 55 mld zł, a dwa lata temu  35 mld zł. Coraz więcej Polaków ma oszczędności, ale nie jesteśmy specjalnie chętni do tego, żeby te pieniądze ulokować w funduszach
inwestycyjnych. Tam wartość lokat od klientów detalicznych nie rośnie. Stale wynoszą one 120 mld zł.  Nie jesteśmy też skłonni inwestować w akcje giełdowych spółek, co specjalnie nie może dziwić, skoro od pięciu lat na warszawskiej giełdzie nie widziano hossy.