Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska jest zdania, że kwestią odbierania telefonów w sprawach służbowych i poczty elektronicznej po pracy powinna się zająć komisja kodyfikacyjna prawa pracy, która teraz pracuje nad nowoczesnym Kodeksem pracy.

W jej przekonaniu maile i telefony od przełożonych po zakończeniu dnia pracy to problem, który z pewnością będzie narastał. Konieczność odbierania maili, telefonów od swoich przełożonych będzie na pewno problemem narastającym. Minister przyznała, że jej też zdarza się o różnych porach dzwonić do swoich dyrektorów departamentów i do wiceministrów, ale na swoje usprawiedliwienie dodała, że są oni  kadrą kierowniczą, więc ich czas pracy jest zasadniczo nienormowany.

We wrześniu ubiegłego roku komisja kodyfikacyjna prawa pracy przystąpiła do prac nad nowymi kodeksami pracy: indywidualnym i zbiorowym prawem pracy. Szefem tej komisji został Marcin Zieleniecki, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej. Jej członkowie mają 18 miesięcy na opracowanie tych kodeksów, bo tak długo będzie trwała ich kadencja. W marcu przyszłego roku ma ona przedstawić już gotowe projekty kodeksów.

Państwowa Inspekcji Pracy już się wypowiedziała w kwestii służbowych telefonów po godzinach pracy. W opinii jej inspektorów w zasadzie pracownik nie ma obowiązku świadczenia pracy poza czasem określonym w umowie o pracę. "Polskie prawo dopuszcza jednak możliwość pracy w godzinach nadliczbowych, w razie konieczności prowadzenia określonej akcji ratowniczej lub szczególnych potrzeb pracodawcy"- napisano w opinii prawnej wydanej przez inspekcję.

Inspektorzy PIP uważają, że pracodawca może zobowiązać podwładnego do tego, żeby odbierał telefony służbowe poza godzinami pracy, ale wtedy należy to potraktować jako pracę w godzinach nadliczbowych, za którą trzeba dać pracownikowi dodatkowy czas wolny albo zapłacić. ,,Podwładnego można zobowiązać do odbierania służbowych telefonów poza godzinami pracy również przez polecenie mu pełnienia dyżuru w zakładzie pracy lub innym wyznaczonym miejscu, np. w domu"- napisała PIP w swojej opinii na ten temat.

Jednak za dyżur wynagrodzenie należy się tylko za czas, w którym pracownik faktycznie wykonywał pracę. W tym przypadku jest to czas prowadzenia rozmów służbowych, które będą uważane za pracę w godzinach nadliczbowych, wymagającą rekompensaty w postaci czasu wolnego lub wynagrodzenia uważa PIP. Rzeczniczka PIP Danuta Rutkowska powiedziała niedawno, że problematyczne może być przeliczenie czasu poświęconego na służbowe rozmowy telefoniczne lub sprawdzanie i obsługa służbowej korespondencji elektronicznej. W przypadku rozmów telefonicznych pomocne mogłyby być billingi, natomiast nie bardzo można udokumentować czas, który pracownik poświęca na przeczytanie korespondencji e-mail, jej analizę i przygotowanie odpowiedzi- zaznaczyła.

Rzeczniczka przypomniała też, że jeśli pracodawca nie wypłaci wynagrodzenia za czas służbowych rozmów, wtedy pracownik może skierować sprawę do sądu pracy. Ponieważ są to zazwyczaj sytuacje sporne co do wysokości kwoty dodatkowego wynagrodzenia i wymiaru faktycznie przepracowanego czasu, inspektor pracy nie może wydać nakazu, którym zobowiązałby pracodawcę do zapłacenia za służbowe rozmowy i odpisywanie na e-mail po godzinach pracy- dodała rzeczniczka PIP.

Zaznaczyła również, że dyżur pracownika „pod telefonem” nie może naruszać jego prawa do odpoczynku, który wynosi 11 godzin w ciągu doby i 35 godzin w tygodniu, bez względu na to, czy podczas dyżuru będzie on faktycznie świadczył pracę. Tak mówią przepisy według których, po przepracowaniu 8. godzin w ciągu dnia, dyżur nie może być dłuższy niż 5 godzin. Ze względu na różne regulacje dotyczące kadry kierowniczej te zasady dyżurowania nie odnoszą się do osób, które zarządzają zakładem pracy w imieniu pracodawcy.