I wojna światowaj to dziś czasy przez nas zapomniane, sam konflikt zbrojny w założeniu miał być krótki i bezkrwawy. Ówczesny cesarz Niemiec Wilhelm II w sierpniu 1914 roku obiecał swoim żołnierzom, że na święta będą już w swoich domach.

Rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej. Żołnierzom przyszło spędzać Gwizdkę na froncie wojennym czterokrotnie i znajdowali się wśród nich żołnierze, którzy służyli w oddziałach związanych z Ostrowem: w 7 Zachodniopruskim Pułku Piechoty nr 155, 1 Zachodniopruskim Pułku Ułanów oraz w dwóch batalionach landszturmu. Dużą część ostrowian stanowił 1 Batalion Piechoty Landszturmu „Ostrowo", który walczył na wschodzie, w skład którego wchodziły osoby związane z Ostrowem: nauczyciel Gimnazjum Katolickiego Bruno Regulski, nauczyciel Joseph Dymarski i Jan Kowalczyk, dyrektor sądu ziemiańskiego Schmidt.

Dla żołnierzy szczególnie miłe i budujące były listy, które otrzymywali od swoich rodzin oraz świąteczne podarunki (Weihnachts-Liebesgaben) przesyłane na front przez Czerwony Krzyż i władze miejskie. W roku 1915 paczki dla żołnierzy osobiście zawiózł ostrowski landrat (pruski odpowiednik starosty) Walter Tiemann w towarzystwie nadprezydenta Prowincji Poznańskiej.

W Ostrowie pierwszą wojenną Wigilię spędzono wśród rannych, którzy przebywali w tutejszych lazaretach. Zapłonęła również choinka na ostrowskich dworcu, a każdy żołnierz, który w okresie świąt był w podróży otrzymał poncz, kawę, ciasto oraz cygara. 47 Pułk Piechoty, który stacjonował w latach 1915-1917 w Ostrowie organizował świąteczny koncert dobroczynny, a cały dochód przeznaczony był na chorych i rannych przebywających w miejscowych lazaretach. W latach kolejnych odbywały się uroczyste spotkania wigilijne żołnierzy. Wszystko odbywało się jednak w coraz większej atmosferze zadumy, każdego roku bowiem brakowało kogoś, kto został powoływany do wojska i przebywał z dala od domu. A nierzadko było wiadomo, że już nie wróci.