ODCINEK 20: Cafe San Remo. Lodziarnia
W końcu na dobre zrobiło się ciepło i przyjemnie, tak bardzo, że zamiast obiadu chętnie zjadłoby się coś zimnego, coś lodowego... Nie zastanawiając się zbyt długo kierujemy nasze kroki tym razem do jedynej chyba w Ostrowie lodziarni. A że nie możemy się ot tak przenieść na plaże włoskiej Riwiery do San Remo, to chociaż pobędziemy trochę w ostrowskim „San Remo”, które już od lat serwuje Ostrowianom lody na ochłodę latem, ale też lody na niepogodę czy lody na poprawę humoru zimą, gdyż kawiarnia otwarta jest przez okrągły rok.
Zajmujemy miejsca w ogródku piwnym pod kremowym parasolem i zabieramy się do lektury menu, które już leży na stoliku. Lodowe szaleństwo od początku do końca karty i bardzo szeroki wybór deserów – od specjałów z likierem, poprzez lody bezalkoholowe z owocami do lodów z gorącymi dodatkami i tymi urozmaiconymi jogurtem. Oprócz tego możemy zamówić m.in. ciasta, koktajle, naleśniki czy soki. Oraz kawę, jak na kawiarnię przystało ;).
Centralne miejsce kawiarni zajmuje zamrażarka z wyeksponowanymi lodami o – na oko – więcej niż 20 smakach i kolorach, a za nią wręcz cała wystawa przeróżnych pucharków do deserów, rozłożonych na licznych półkach. Mamy tu też do czynienia z prawdziwą Wystawą Sztuki pędzla… no właśnie nie pędzla lecz – chciałoby się rzec – nożyczek młodego ostrowskiego artysty Jakuba Godziszewskiego. Na wystawie tej noszącej tytuł „Czas na kawę, czas na wycinankę, czas na...” wystawione są niezwykle precyzyjnie wykonane czarno-białe wycinanki na kontrastującym tle, głównie o tematyce antycznej, ale nie tylko. Warto tu więc przyjść już dla samego obcowania ze sztuką.
Natomiast siedząc na rynku i czekając na zamówione desery można zawiesić oko również na kwiatach doniczkowych, które chyba są oczkiem w głowie właścicieli, gdyż zawsze są one świeże, zadbane i jest ich dużo. Lody na wynos możemy kupić też przy okienku wchodząc na małe schodki – jedna gałka kosztuje 2,50 gr.

Paulina zamówiła dzisiaj trzy gałki o smaku pistacji, brzoskwini i cytryny z bitą śmietaną. Kelnerek biegało przy nas sporo, były miłe i na wyciągnięcie ręki, jednak zapewne pośpiech spowodował, że zapomniano w tym przypadku o bitej śmietanie. Porcja była spora, duże gałki, a same lody Paulinie bardzo smakowały. Paulina planuje tu zajrzeć jeszcze nie raz, nie dwa.
Lodziarnia otrzymała od niej 7 punktów za całokształt.

Aniela zamówiła pozycję 44 z menu, czyli lodową pizzę margheritę. I tutaj zaskoczenie, bo spodziewaliśmy się czegoś dużego i płaskiego, a otrzymany na talerzu deser w niczym nie przypominał pizzy. Ewentualnie sos truskawkowy, którym polano deser, mógł imitować ketchup. Była to wielka słodka góra złożona z 4 gałek lodów, ogromu bitej śmietany i owoców, którą uzupełniały po boku jeszcze kawałki melona i arbuza. Wow! Ogromna porcja, którą przyjęliśmy chętnie i z uśmiechem na ustach. Smakowało wybornie, natomiast same lody wydały się niestety dość wodniste. Dużo takim przemysłowym lodom brakuje do lodów tradycyjnych, na śmietance i z naturalnymi składnikami…
Aniela przyznała kawiarni 6 punktów, w tym jeden dodatkowy za porcję, a dwa minusowe za toalety, o czym za chwilę.

Tomasz zdecydował się na kawę mrożoną, w której pływała gałka lodów waniliowych, nie pożałowano też bitej śmietany. Kawa smakowała Tomkowi dobrze, a lody były przyzwoite. Trochę zdziwiła nas obecność fusów na dnie szklanki. Kawę jak i desery w pucharkach podano na srebrnych owalnych tackach i pojedynczej kwadratowej serwetce, co trochę przywodzi na myśl czasy PRL-u.
Tomkowi smakowało w lodziarni na 7,5 punktów.

Maciej zamówił hawajski deser za 16,50 zł. Znalazły się tam 3 gałki lodów, sporo białego śmietankowego puchu i świeży ananas. Zaczniemy od plusów: Lody smakowały mu bardzo dobrze, a ananas był świeży. W ogóle wszystkie owoce podawane w lodziarni są krojone na świeżo, co uważamy za ogromny plus tej kawiarni! Natomiast w oczy uderzyła nas oczywista dyskrepancja między dość ubogim deserem Macieja a kolosalną „pizzą” Anieli (gdzie też występował świeży ananas), podczas gdy oba specjały kosztowały w sumie tyle samo.
Suma summarum Maciej przyznał kawiarni 7 punktów.

San Remo oceniliśmy łącznie na 6,9 punktów. Uważamy, że jeśli najdzie Was ochota na lody, to właśnie tutaj otrzymacie je podane pięknie i w przeróżnych wariacjach. Jakość lodów, których producentem jest kawiarnia (zgodnie z wypowiedzią kelnerki), oceńcie sami – nam przeważnie odpowiadała. Niestety chórem stwierdziliśmy, że słabym punktem San Remo jest stan toalet, do których zaglądajcie tylko wtedy, gdy naprawdę musicie… Zarówno łazienka damska jak i męska przypomina pod wieloma względami szalet miejski. Ale to się dałoby przy odrobinie dobrej woli łatwo naprawić, więc liczymy na to, że następnym razem wizyta w Lodziarni San Remo będzie dla nas wielką przyjemnością – od początku do końca.

A czy Wy jedliście już lody w San Remo?