Do uzdrowisk, kurortów czy miejscowości wypoczynkowych jeździ się po to by odzyskać zdrowie, siły, albo zwyczajnie, odpocząć. Kupujemy tam różne zabiegi, terapie, chodzimy na długie spacery, by pooddychać świeżym powietrzem. No właśnie, świeżym…

Fundacja ClientEarth, która ma biura w Brukseli, Londynie i w Warszawie opublikowała niedawno listę miejscowości turystycznych i uzdrowisk, w których są przekroczone normy pyłu zawieszonego, a mimo to pobierają od turystów opłaty. Są to gminy Brenna, Czernichów, Jaworze, Łodygowice, Popów (miejscowość Kule), Porąbka, Szczyrk, Ujsoły, Węgierska Górka, Wilkowice, Wisła w woj. śląskim. A uzdrowiska, które nie spełniają wymogów klimatycznych, aby ten status utrzymać, to Ustroń i Goczałkowice-Zdrój. Nie warto też jechać do Rabki, Kudowy, Krynicy, Ciechocinka, Sopotu czy Ustki.

Jeśli uwzględnić poziom szkodliwych dla zdrowia substancji w powietrzu, praktycznie żadne z polskich uzdrowisk nie kwalifikuje się do tego statusu. Polska jest największym w Unii Europejskiej ,,producentem,, rakotwórczego benzopirenu, a pod względem zanieczyszczenia pyłami nasz kraj zajmuje drugie miejsce od końca. Za nami jest tylko Bułgaria. Przeszło pół miliona z nas co roku wyjeżdża na wypoczynek do 44 polskich miejscowości uzdrowiskowych, czyli takich, które mają w nazwie ,,zdrój,,. I właśnie na tym wyrazie można się srogo zawieść. Rzadko bowiem mamy świadomość tego, że jakość powietrza może tam być znacznie gorsza niż tam, gdzie mieszkamy.

Mało kto też chyba zdaje sobie sprawę z tego, że w tych uzdrowiskach zamiast świeżego powietrza, które ma wpływać na poprawę naszego zdrowia i samopoczucia, wdychamy zwyczajny smog. A na dodatek płacimy za to tzw. ,,opłatę klimatyczną,, która teraz nazywa się ,,opłatą miejscową,,. I niczym, oprócz nazwy, nie różni się od klimatycznej, bo można ją pobierać tylko w tych miejscowościach, które są uważane za ,,zdrowe,,. Prawo stanowi, że aby uzyskać i utrzymać status uzdrowiska, miejscowość musi spełniać liczne wymogi. Musi mieć właściwy mikroklimat oraz powietrze, które ma korzystny wpływ na ludzki organizm.

I jak to zwykle u nas bywa, przepisy sobie, a życie sobie. Ileż to razy, nawet w tym roku, nawet w lecie, w szczycie sezonu turystycznego, słyszeliśmy komunikaty o tym, że jakaś miejscowość uzdrowiskowa pogrążyła się w niebezpiecznych i cuchnących pyłach i gazach przemysłowych. Najgorzej pod tym względem jest tradycyjnie w uzdrowiskach położonych w woj. śląskim i małopolskim. Przyczyną takiej sytuacji są oczywiście przemysłowe dymy i wyziewy, które rozprzestrzeniają się po całym regionie i zatrzymują się u podnóża Karpat, które są dla nich naturalną barierę niemożliwą do pokonania. Najbardziej niebezpieczne dla naszego zdrowia są pyły zawieszone i ozon przygruntowy.

Te ,,Zdroje,, które znajdują się najniżej i najbliżej podstawy Karpat najbardziej dotkliwie odczuwają skutki kumulacji gazów. Wśród najbardziej znanych, a jednocześnie najbardziej zapylonych uzdrowisk jest np. Krynica-Zdrój. Najbardziej skażone powietrze w Polsce jest na terenie Śląska. I nie zmienia się to od wielu lat, mimo że przemysł ciężki, który emitował najwięcej trujących gazów praktycznie na tym obszarze przestał istnieć. Prognozy zakładają, że do 2020 r. na terenie całej Polski stężenie niebezpiecznych dla zdrowia gazów i pyłów zostanie ograniczone poniżej normy ustalonej przez Światową Organizację Zdrowia. Jednak śląska aglomeracja w dalszym ciągu będzie stanowiła niechlubny wyjątek. Ale jest nadzieja na to, żeby za 10-15 lat o tamtejszych uzdrowiskach można będzie powiedzieć, że są czyste, a wypoczynek tam rzeczywiście może być korzystny dla zdrowia.

Jednak, zanim do tego dojdzie, warto zastanowić się nad wyjazdem do niektórych kurortów w Sudetach, a najlepiej nad morze. Wybrzeże, obok Mazur, Suwalszczyzny, Gór Izerskich i Bieszczad to regiony, gdzie jest najczyściejsze powietrze. Najbardziej niebezpieczny dla naszego zdrowia jest tzw. pył zawieszony, który przez płuca przenika do układu krążenia i zagraża sercu. Powstaje on podczas spalania paliw kopalnych głównie w elektrowniach, elektrociepłowniach, hutach, ciepłowniach i w transporcie, ale także podczas spalania biomasy, a więc w czasie gotowania, ogrzewania oraz pożarów lasów.
Ten wpływ często jest natychmiastowy, bo zmiany w funkcjonowaniu układu krążenia występują już po kilku godzinach, a najpóźniej po kilku dniach od kontaktu z zanieczyszczeniem. Nawet jeżeli osoba, która została narażona na wdychanie tych pyłów nigdy wcześniej nie miała żadnych dolegliwości związanych z układem krążenia. Im dłużej mamy kontakt z zanieczyszczeniem powietrza, tym bardziej szkodzi to naszemu organizmowi. W najnowszym raporcie Amerykańskiego Stowarzyszenia Serca zauważono, że pył o średnicy ziaren poniżej 2,5 mikrometrów jest przyczyną większej zachorowalności i śmiertelności na choroby sercowo-naczyniowe.

W raporcie napisano również, że na podstawie kilkuletnich badań stwierdzono, że nie istnieje pojęcie ,,bezpiecznego poziomu stężenia pyłu zawieszonego w powietrzu,, chociaż Unia Europejska wyznaczyła jego normę, również dla Polski, na poziomie 25 mikrogramów na metr sześcienny. Niezależnie od tego, że ,,zdroje,, wcale nie są Zdrojami, to ich samorządy nadal pobierają od przyjezdnych tzw. opłaty miejscowe. Bez wątpienia, jest to dla nich całkiem spory zastrzyk gotówki pozyskiwanej niewielkim kosztem, więc nic dziwnego, że nie chcą z tych opłat rezygnować, choć zdają sobie sprawę z tego, że nie ma ona żadnego uzasadnienia.

Właśnie niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie odroczył wyrok w sprawie opłaty miejscowej w Zakopanem, na którą poskarżył się turysta. Stwierdził on, że powietrze jest tam tak zanieczyszczone, że przebywanie w tym mieście zagraża zdrowiu. Na wniosek władz Zakopanego zgodność przepisów o tej opłacie ma zbadać Trybunał Konstytucyjny.

Zdaniem pełnomocnika Zakopanego, Sławomira Podgórskiego, skarga turysty jest nieuzasadniona, bo przedmiotem sporu jest opłata miejscowa, a nie klimatyczna. Jego zdaniem źródłem sporu jest nie uchwała radnych Zakopanego, którzy opowiedzieli się za utrzymaniem takiej opłaty, ale niejasne przepisy; zwłaszcza, że chodzi o opłatę miejscową, a nie klimatyczną, a- jak zaznaczył- dyskusja się skupia właściwie na jednym elemencie, na zanieczyszczeniu powietrza.

Z tytułu opłaty miejscowej do kasy Zakopanego rocznie wpływa około 2,7 mln zł. W przyszłym roku Zakopane będzie pobierało 2 zł opłaty miejscowej za każdy dzień pobytu turysty pod Tatrami. Do tej pory opłata nie była pobierana za pierwszy i ostatni dzień pobytu, a zatem osoby, które przyjeżdżały tam na weekend nie płaciły nic. Przez dwa tygodnie mierzono zanieczyszczenie powietrza w Rabce, która jest najbardziej znanym kurortem dla dzieci cierpiących… na choroby układu oddechowego. Nawet w „uzdrowiskowym sercu” Rabki powietrze okazało się silnie zanieczyszczone. Pyłomierz w Parku Zdrojowym mierzył zanieczyszczenie pyłem zawieszonym. Okazało się, że jakość powietrza przekraczała tam dopuszczalne normy.

Wisła już nie może pobierać opłaty klimatycznej od turystów, bo ma zanieczyszczone powietrze - takie orzeczenie wydał sąd w Gliwicach. Jest to pierwszy taki wyrok w kraju, a na jego podstawie turyści mogą się domagać zwrotu pieniędzy. Strefa śląska, gdzie leży Wisła, jest zakwalifikowana do najgorszej klasy pod względem ilości trujących pyłów w powietrzu. Ich stężenie kilkakrotnie przekracza dopuszczalne normy, a mieszkańcy i turyści, zwłaszcza jesienią i zimą, wdychają mnóstwo rakotwórczych, toksycznych pyłów. A jednak Wisła od 2008 r. na mocy uchwały tamtejszego samorządu, pobiera od turystów opłatę klimatyczną 2 zł za każdy dzień pobytu z wyjątkiem pierwszej doby. Czteroosobowa rodzina za dwutygodniowy pobyt w Wiśle dopłaca prawie 120 zł taksy klimatycznej.

Władze Wisły argumentowały przed sądem, że jakość powietrza w ich mieście waha się i w lecie zanieczyszczenie powietrza utrzymuje się tam w normie. Powoływano się też na najbliższą stację monitoringu powietrza w Ustroniu, która nie notuje dramatycznie wysokiego poziomu zanieczyszczeń. A zanieczyszczeń Wiśle nie ma takiej stacji. Jednak z punktu widzenia prawa jest to bez znaczenia. Opłatę klimatyczną można pobierać wtedy, gdy w strefie, w której znajduje się dana miejscowość, nie notuje się przekroczeń dopuszczalnych poziomów pyłu zawieszonego w powietrzu. W strefie śląskiej te normy są przekraczane notorycznie.

Choć samorządy doskonale wiedzą o problemie zanieczyszczonego powietrza, nie chcą rezygnować z taksy klimatycznej. Wyłamał się tylko Biały Dunajec. Jego władze tłumaczą, że nie chcą, by zarzucano im nieuczciwość. Ireneusz Staniek, sekretarz mającego status uzdrowiska Ustronia powiedział, że z tytułu opłaty uzdrowiskowej do kasy samorządu wpływa rocznie około 2 mln zł. Te pieniądze są przeznaczane na budowę infrastruktury uzdrowiska, czyli dróg, chodników, placów zabaw, rewitalizację parków -wylicza. Według niego Ustroń jest uzdrowiskiem ze względu na solanki. A powietrze? Problem oczywiście widzimy i staramy się go rozwiązywać- powiedział. Dzięki dofinansowaniu co rok kilkadziesiąt gospodarstw przechodzi na ogrzewanie ekologiczne. Mogłoby być ich więcej, lecz do rozwiązania problemu niskiej emisji niezbędne są regulacje systemowe. Pomogłoby np. gdyby w uzdrowiskach wprowadzono preferencyjne ceny gazu.

Są dwa rodzaje opłat, jakie ponoszą turyści: miejscowa i uzdrowiskowa. Opłata miejscowa jest podatkiem pobieranym od turystów, którzy przebywają w miejscowości, która ma przyjazne człowiekowi walory klimatyczne, krajobrazowe. Oznacza to, że miejscowość musi leżeć w strefie, gdzie zachowane są dopuszczalne poziomy benzenu, dwutlenku azotu, dwutlenku siarki, ołowiu, pyłu zawieszonego i tlenku węgla. Wysokość opłaty miejscowej to najwyżej 2,19 zł od osoby za dobę. W Polsce na 46 stref poziomy dopuszczalne substancji nie były przekroczone tylko w woj. warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim, aglomeracji trójmiejskiej i białostockiej oraz w Zielonej Górze.

Opłata uzdrowiskowa może wynosić nawet 4,30 zł za osobę na dobę. Jest pobierana w miejscowościach, które leżą na obszarach o statusie uzdrowiska. W kraju jest ich obecnie 45. Takie obszary muszą zachowywać nie tylko dopuszczalne poziomy wymienionych już szkodliwych substancji w powietrzu, ale też dodatkowo poziomy: arsenu, kadmu, niklu, ozonu, benzopirenu. W Polsce nie ma strefy, w której te poziomy nie byłyby przekroczone. Żadne z uzdrowisk nie kwalifikowałoby się zatem dzisiaj do nadania mu takiego statusu.