Rada Unii Europejskiej po raz kolejny zgodziła się na to, żeby Polska mogła nadal stosować odstępstwa w przepisach podatkowych związanych z użytkowaniem samochodów służbowych. W związku z tym połowę naliczonego VAT-u za ich eksploatację przedsiębiorcy będą odliczali do końca 2019 r.

Walka między polskimi przedsiębiorcami a fiskusem trwa od chwili, kiedy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Polski rząd, w obawie o nadużycia ze strony firm, wielokrotnie zmieniał przepisy dotyczące możliwości odliczania VAT-u od zakupu auta, paliwa oraz innych wydatków (części, naprawa, myjnie itp.) które są związane z użytkowaniem samochodu na potrzeby działalności gospodarczej.

Pewnie do dziś wielu właścicieli firm pamięta sławetne kratki, które były trzeba było montować w samochodach osobowych, żeby można było odliczać podatek VAT. Nikt się nie przejmował tym, że te kratki ograniczały pojemność samochodu i z pojazdu, którym można było przewieźć całkiem sporo towaru, „wychodził” dużo bardziej ograniczony transportowo pojazd.
Przedsiębiorcy pamiętają również absurdalne wzory np. Lisaka, który mierzył stosunek długości części bagażowej do długości całej kabiny, bo od tego zależało zaklasyfikowanie auta firmowego do odpowiedniej kategorii podatkowej.

I znowu mamy do czynienia z kolejnym, dziwacznym pomysłem fiskusa. Teraz samochód osobowy można traktować jako firmowy, od którego można odliczyć pełen VAT, tylko pod warunkiem, że będzie on używany wyłącznie do działalności gospodarczej. Przedsiębiorca, który zechce skorzystać z takiej możliwości, będzie miał obowiązek prowadzenia szczegółowej ewidencji przebiegu samochodu, bo nawet jeden wyjazd w celach prywatnych, np. po zakupy albo do szkoły po dziecko sprawi, że straci on prawo do 100% odliczenia VAT.

Te, dość niekonwencjonalne zmiany przepisów sprawiły, że ministerstwo finansów nie mogło już wprowadzać dalszych ograniczeń w używaniu samochodów służbowych, bez łamania prawa unijnego. Dlatego polski rząd zwrócił się do Rady UE o tzw. derogację, czyli możliwość odstępstwa od ogólnie obowiązujących zasad. Pierwsza taka zgoda weszła w życie 1 kwietnia 2014 r. i trwała trzy lata.

Teraz polski rząd po raz drugi uzyskał zgodę Rady Unii Europejskiej. Oznacza to, że zapewne do końca 2019 r. przedsiębiorcy będą musieli męczyć się z takim sztucznym podziałem przejazdów służbowych i prywatnych, bo raczej nie ma co liczyć na to, że fiskus zrezygnuje z możliwości znęcania się nad przedsiębiorcami.

Rodzi się jednak pytanie, co będzie w 2020 r. i w następnych latach? Oczywiście, można się łudzić, że w końcu przedsiębiorcy dostaną to, o co zabiegają już przeszło od dziesięciu lat. Ale patrząc na konsekwencję kolejnych ekip rządzących w dość obcesowym traktowaniu polskich firm, można się obawiać, że to jeszcze nie koniec walki o prawo do pełnego odpisu podatku VAT od wszystkich samochodów firmowych.