– Ja nie zwrócę Natalii życia, ale nie chce żeby ona (lekarka – przyp.red.) jeszcze kogoś skrzywdziła – mówi matka Natalii Grell, 27-letniej mieszkanki Ostrzeszowa, która zmarła w ostrzeszowskim szpitalu w drugi dzień Świat Bożego Narodzenia 2014 roku. Winą za śmierć kobiety rodzice obarczają lekarkę z Wrocławia. Ruszył właśnie proces w tej sprawie. Dziś Natalia miałaby 30 lat...

Był pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia – 25 grudnia 2014 roku. Tego dnia Natalia wraz z ojcem i rodzeństwem pojechała do rodziny. Około 21 razem wrócili do domu. Po jakichś trzech godzinach 27-latka zemdlała. Natychmiast wezwano pogotowie. Ojciec Natalii, która w tym krótkim czasie kilkakrotnie traciła świadomość i zaczęła narzekać na ból brzucha, prosił, aby córkę od razu przewieziono do szpitala w Kaliszu. Niestety, ze względu na przepisy, nie było to możliwe. Dziewczyna trafiła na izbę przyjęć ostrzeszowskiego szpitala, a stamtąd - kilka minut po północy - została skierowana na oddział wewnętrzny. – Pani doktor przyjęła córkę. Natalia dostała kroplówkę, później skarżyła się na ból brzucha, to dostała tabletkę przeciwbólową i to była pomoc, jakiej udzielił szpital – mówili tuż po zdarzeniu rodzice dziewczyny.

Do wpół do trzeciej nad ranem przy córce czuwała matka. Później ją wyproszono. Pani Agata do szpitala wróciła ok. 9 godz. rano. Dziewczyna leżała już wtedy na sali intensywnego nadzoru, tzw. „R” i wyglądała o wiele gorzej niż wtedy, gdy mama żegnała się z nią w nocy. Natalia podczas rozmowy z matką ani jednym słowem nie wspomniała o tym, że badali ją inni specjaliści lub wykonano u niej jakieś dodatkowe badania, chociażby USG. Podczas porannej rozmowy o jakichkolwiek badaniach czy konsultacjach przeprowadzonych w nocy nie wspomniała też pani doktor.

W trakcie rozmowy z matką, lekarka miała zasugerować, aby zapisali córkę na fitness i poszukali dietetyka.

Gdy do szpitala przyjechał ojciec dziewczyny, który wcześniej próbował na własną rękę znaleźć innych specjalistów, było już za późno... Przez uchylone drzwi widział tylko bieganinę wokół jego dziecka. Niestety, Natalia zmarła. Już po śmierci dziewczyny pani doktor poinformowała rodzinę, że być może przyczyną zgonu był wewnętrzny krwotok. O zdarzeniu rodzice powiadomili policję i prokuraturę.

Ruszył proces
Po blisko trzech latach od śmierci Natalii, 21 września br. przed Sądem Rejonowym w Ostrzeszowie ruszył proces Anny M., lekarki z Wrocławia, oskarżonej o to, że 26 grudnia 2014 roku nie wykonała koniecznych badań 25-latce, czym naraziła ją na utratę zdrowia i życia. Lekarka w ostrzeszowskim szpitalu pracowała od niedawna. W święta Bożego Narodzenia była dopiero na trzecim dyżurze. W momencie śmierci 27-latki była to już druga doba pełnionego nieprzerwanie dyżuru.

W toku śledztwa Anna M. najpierw przesłuchiwana była w charakterze świadka, potem usłyszała akt oskarżenia. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu był masywny wstrząs krwotoczny. W dokumentacji medycznej widnieje adnotacja, że pacjentka była w ciąży. . – W oparciu o opinię biegłych prokurator zarzucił podejrzanej, że pełniąc w grudniu 2014 r. funkcję lekarza dyżurnego na jednym z oddziałów szpitala w Ostrzeszowie pomimo istniejących ku temu wskazań medycznych działając z zamiarem ewentualnym (to jest godząc się z przewidywalnymi konsekwencjami) poprzestając na leczeniu objawowym, zaniechała podjęcia niezbędnych badań diagnostycznych, co w konsekwencji doprowadziło do niepodjęcia natychmiastowego zabiegu operacyjnego wskutek czego naraziła 27-letnią pacjentkę na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nieumyślnie doprowadziła do jej zgonu – informował w kwietniu 2017 roku Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

Kobieta chciała dobrowolnie poddać się karze, wnioskując o – jak mówi nam mama dziewczyny - rok w zawieszeniu na dwa lata. Rodzice Natalii na to jednak nie przystali.

Lekarka w sądzie tłumaczyła, że badań nie wykonała, bo była zmęczona. Ale nie tylko. – Ona się zasłaniała tym, że nie miała możliwości zrobienia w ogóle usg. To są kpiny – relacjonuje matka Natalii.

Miała konflikt z prawem
Lekarka – jak podaje portal www.wlkp24.info - już wcześniej miała do czynienia z prawem. Aktualnie zawodu lekarza wykonywać nie może. Związane jest to z prawomocnym wyrokiem, jaki zapadł w jej sprawie. Doktor została skazana dwoma prawomocnymi wyrokami Sądu Rejonowego w Dzierżoniowie. W obu przypadkach za błędy w sztuce medycznej, które skutkowały narażeniem pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Oba wyroki dotyczą zdarzeń z lutego 2013 roku, w obu zasądzono kary pozbawienia wolności. Dodatkowo w jednej z nich, po apelacji prokuratora, zakazano jej wykonywania pracy na rok. – Jeżeli ktoś popełni błąd, to powinien z tych błędów wnioski wyciągać, a ta pani nie wyciąga, skoro to jest już kolejny – tłumaczy ze łzami w oczach pani Agata. – Ja nie zwrócę Natalii życia, ale nie chce żeby ona (lekarka – przyp.red.) jeszcze kogoś skrzywdziła. A tłumaczyć się tym, że nie można zrobić badań, bo są święta...

Kolejną rozprawę zaplanowano na 9 listopada br. Wtedy zostaną przesłuchani kolejni świadkowie - dwaj lekarze i dwie pielęgniarki z ostrzeszowskiego szpitala. Do tematu będziemy wracać.