W Ostrzeszowskim Centrum Zdrowia brakuje lekarzy. Interniści i pediatrzy są potrzebni od zaraz. Sytuacja wydaje się być na tyle poważna, że starosta Lech Janicki rozwiązania szukał za wschodnią granicą. Okazuje się jednak, że zatrudnienie lekarza z Ukrainy wcale nie jest takie proste.

Ostrzeszowskie Centrum Zdrowia Sp. z o.o. zatrudni do pracy w oddziale lub na dyżury lekarza specjalistę: internistę – takich ogłoszeń w internecie możemy znaleźć znacznie więcej. Sytuacja ta nie dotyczy tylko i wyłącznie szpitala w Ostrzeszowie. Coraz więcej placówek medycznych w całej Polsce boryka się z podobnymi problemami.

W Ostrzeszowie brakuje czterech lekarzy: dwóch na oddziale wewnętrznym i dwóch na pediatrii. Problem pojawił się już kilka miesięcy temu. Mimo, że placówka szuka specjalistów na terenie całej Polski, ich znalezienie, jak się okazuje, wcale nie jest takie proste. Dlaczego lekarze nie chcą podjąć pracy w Ostrzeszowie? – Ostrzeszów to nie jest metropolia, w Ostrzeszowie jest malutki szpital powiatowy, który jest jeszcze źle skomunikowany – odpowiada Nowiński.

Jak tłumaczy, problem leży w komunikacji drogowej – trasa z Poznania do Ostrzeszowa zajmuje ponad 2 godziny jazdy, co jest sporą uciążliwością. – Kto się przeprowadzi z Poznania do Ostrzeszowa? – stawia retoryczne pytanie prezes. – Z Wrocławia jest trochę bliżej, ale mimo wszystko... My mamy kilku lekarzy, którzy dojeżdżają z Wrocławia.

Lekarzy po studiach z reguły „przechwytują” duże szpitale, które kuszą ich m.in. zarobkami. To jednak nie wszystko, z danych statystycznych wynika, że aż 10% absolwentów medycyny decyduje się na pracę za granicą. To powoduje, że mniejsze placówki, głównie szpitale powiatowe jak ostrzeszowski, mają braki kadrowe.

O patowej sytuacji w szpitalu mówi również starosta Lech Janicki. - Szpital w chwili obecnej posiada równowagę finansową, jeśli chodzi o przychody i wydatki – podkreśla już na wstępie Janicki. - (…) Nie oznacza to jednak, że nie ma problemów, szczególnie tych kadrowych. Pozyskanie lekarza na oddział wewnętrzny, na internę, graniczy z cudem. Pojawiło się jednak światełko w tunelu – szpital chciał zatrudnić lekarzy z Ukrainy. - Ostatnio specjalnie na Ukrainę pojechałem, żeby zbadać możliwości sprowadzenia tych lekarzy tutaj – nie ukrywa starosta. - Chętnych byłoby bardzo wielu, natomiast specyfikacja dyplomów, procedury ochrony, które stosują władze, są takie, że to trwa rok, dwa, a czasami nawet i dłużej. Tam jest nawet nadwyżka kadry lekarskiej.

– Poszukuję (lekarzy – red.), oczywiście, ale lekarza z Ukrainy my nie możemy zatrudnić, on musi przejść całą ścieżkę prawną. (…) To jest strasznie długa droga – potwierdza słowa Janickiego prezes Nowiński.

Lekarze z Ukrainy, by pracować w Polsce, podobnie jak inni obcokrajowcy, muszą nie tylko nostryfikować dyplom, ale również zdać egzamin z języka polskiego oraz Lekarski Egzamin Państwowy. Do tego odbyć 13-miesięczny staż w ramach wolontariatu. Łatwiej mają absolwenci medycyny posiadający Kartę Polaka lub małżonkowie obywatela Polski, mogą uzyskać płatny staż podyplomowy.

Czy zatem istnieje zagrożenie, że wkrótce w szpitalu w Ostrzeszowie nie będzie miał kto leczyć? – My nie możemy dopuścić do takiej sytuacji, robimy wszystko, żeby tych lekarzy pozyskać. Nie zakładamy scenariusza, że ich nie znajdziemy, my ich musimy znaleźć. Będziemy poszukiwali aż do skutku – zapewnia prezes.