W naszym regionie, 100 lat temu został założony obóz jeniecki, a właściwie Obóz Jeńców Wojennych nr 5 w Skalmierzycach” - (Kriegsgefangenenlager Nr 5 in Skalmierschütz), bo tak brzmiała jego oficjalna nazwa. Powstał on w ramach przygotowań do ofensywy niemieckiej na froncie wschodnim.

Oprócz słynnych Legionistów, czyli żołnierzy ochotniczych formacji wojskowych marszałka Józefa Piłsudskiego, znajdowało się tam kilkanaście tysięcy jeńców wojennych- głównie Rosjan, Francuzów, Anglików i Serbów. Obóz znajdował się przy drodze Kalisz- Skalmierzyce (na wysokości dzisiejszego kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża św.), obóz obejmował obszar 8 hektarów otoczony drutami kolczastymi, wieżami obserwacyjnymi oraz wysokimi latarniami oświetlającymi go nocą. Całość podzielona była na mniejsze „bloki-sektory” oddzielone od siebie dodatkowymi pasami drutów kolczastych.

Warunki tam panujące nie należały do najlepszych. Obóz ten był tzw. obozem kwarantannowym, który przygotowywał do krótkiego pobytu przebywających w nim jeńców i w zasadzie nadawał się do użytku wyłącznie w miesiącach letnich. Racje żywnościowe przypadające jeńcom były skromne: 300 gramów chleba dziennie, 100 gramów mięsa i 150 gramów mięsa konserwowego na tydzień. Do tego 250 gramów ryby, 200 gramów marmolady, 3950 gramów ziemniaków i 50 gramów margaryny. Więźniowie mogli za to spacerować, uprawiać sport, mieli także do swojej dyspozycji bibliotekę oraz kino. Nie zgłaszali oni żadnych kar cielesnych, prosili tylko o świeże ubranie oraz ręczniki. Pomieszczenia posiadały dobre oświetlenie, jednak ich wentylacja pozostawiała wiele do życzenia.

W czasie gdy przebywali tam polscy Legioniści warunki były gorsze, ze względu na większą liczbę jeńców. Żołnierze ci również narzekali na kiepską żywność oraz jej niewielkie ilości. Z czego się ono składało, pisze Stanisław Pewnicki: ,,Pierwsze dziesięć dni pobytu w Szczypiornie było bardzo ciężkie. Niemcy głodzili, wydając strawę niemożliwą do spożycia [...]. Porcja dzienna żołnierska składała się rano z ¼ litra „ersatz” herbaty, coś w rodzaju zaparzonego kwiatu lipowego i 150 gramów chleba zawierającego 25 proc. mąki. Pozostałe 75 proc. składało się z mielonych kasztanów, ziemniaków itp. cudownych odżywek.”

Na obiad wydawano pół litra wody zagotowanej z mielonych ślimaków morskich i ciętych liści pastewnych buraków: ,,Były to jakieś ślimakowate twory morskie, posiekane na kawałki wielkości fasoli, zasuszone i obsypane sproszkowaną substancją niewiadomego pochodzenia. W tym stanie wygląda to bardzo niewinnie. Tragedja zaczyna się dopiero po ugotowaniu. Sproszkowana substancja niewiadomego pochodzenia znika, zaś w „zupie” pozostaje obślizgła przeźroczysta galareta''. 

Mieszkańcy Skalmierzyc zaczęli chętnie organizować pomoc żywieniową, co nie było łatwe ponieważ prawo wojenne zabraniało kontaktu ludności cywilnej z jeńcami. Stosowano taką metodę, iż paczki zostawiano na murawie, oddalano się, po czym dopiero wtedy jeńcy mogli podejść. Metody, które były stosowane przez Niemców obliczone na psychiczne i fizyczne załamanie internowanych spotkały się ze spontaniczną kontrreakcją Legionistów.

Wtedy to utworzyli oni własny samorząd, utrzymywali wojskową dyscyplinę, przygotowywali nawet przedstawienia amatorskie. Prowadzono lekcje nauki języka i stenografii oraz zajęcia gimnastyczne, w ramach których powstała słynna do dziś gra w piłkę ręczną zwana „szczypiorniakiem”. W połowie grudnia 1917 roku pobyt Legionistów w obozie jenieckim zakończył się, ponieważ przeniesiono ich do Łomży. Epizod ten zapisał się w historii jako przełomowy moment w dziejach walk o niepodległość.