„To ziemia skazana przez naturę nigdy nie poczuć ciepła promieni słońca, ale leżeć pogrzebaną pod wiecznym śniegiem i lodem. Straszna i dzika, brak mi słów aby ją opisać.."- tak pisał o Antarktyce angielski żeglarz i odkrywca James Cook. Pochodzący z Gorzyc Wielkich Krzysztof Bartkowiak miał okazję przebywać tam jako osoba odpowiedzialna za konserwację i modernizację sprzętu.

Krzysztof Bartkowiak ma 30 lat i jest mieszkańcem Gorzyc Wielkich. Krzysztof przebywa obecnie bardzo daleko od domu rodzinnego i choć jest w pracy, jest także w trakcie przygody swojego życia.

Jak doszło do tego, że znalazłeś się na Antarktydzie?

Krzysztof Bartkowiak:
Zaczęło się zupełnie przypadkowo. Koleżanka wysłała mi ofertę pracy na Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego. Oprócz naukowców rekrutowanych do przeprowadzania monitoringów ekologicznych stacja potrzebuje ludzi, którzy zabezpieczą ją od strony technicznej, czyli energetyków,elektryków, mechaników, elektroników i informatyków. Z wykształcenia jestem elektrykiem, a praca w takim miejscu byłaby jak spełnienie marzeń, więc bez namysłu zdecydowałem się wysłać swoje zgłoszenie. Miesiąc później dostałem zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, a na początku lipca dostałem informację, że zostałem wybrany do grupy letniej, która spędzi na stacji 5 miesięcy. Z początku nie mogłem w to uwierzyć, później dotarły do mnie pewne wątpliwości i obawy dotyczące tej wyprawy, ale chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zrezygnowałby z takiej szansy. We wrześniu odbyliśmy w Gdyni cykl szkoleń z zakresu m.in. łączności radiowej, pierwszej pomocy czy też zachowania się w wypadku sytuacji awaryjnej na morzu. Mieliśmy przez te kilka dni szanse poznać się nawzajem i zintegrować się. W połowie października wylecieliśmy z Warszawy do Buenos Aires, skąd autokarem przemieściliśmy się do Mar del Plata. Tam spędziliśmy kilka dni w oczekiwaniu na rosyjski statek Polar Pioneer, który wraz z całym naszym wyposażeniem miał nas zabrać na Wyspę Króla Jerzego. Po tygodniowym, bardzo niespokojnym rejsie ( 5 dni sztormu) dotarliśmy do celu. Po rozładunku, który trwał 14 godzin przejęliśmy obowiązki od naszych poprzedników i w taki sposób zostaliśmy mieszkańcami stacji.



Jak wygląda normalny dzień w Polskiej Stacji na Antarktydzie?

K.B:
 Pracy na stacji jest naprawdę sporo, więc pracujemy w normalnym trybie od poniedziałku do piątku po 8 godzin. Zdarza się, że gdy wyskoczy coś pilnego to robimy to w sobotę. Plan dnia jest taki, że o 8 mamy śniadanie, o 8:30 spotkanie organizacyjne, na którym omawiamy plan prac na cały dzień. O 9:00 każdy rozchodzi się do swoich obowiązków i spotykamy się ponownie na przerwie obiadowej o 13:30. Od 15:00 do 18:30 mamy drugą rundę zmagań z codziennymi obowiązkami, a o 19:00 zasiadamy do pysznej kolacji. Później w zależności od preferencji każdy wybiera sposób na spędzenie wieczoru. Jedni majsterkują na warsztacie, inni idą odreagować na siłownię, jeszcze inni po prostu spędzają czas w samotności w swoim pokoju. Kiedy dni były jeszcze długie (przez pewien czas w ogóle nie robiło się ciemno) można było też wyjść na wycieczkę w okolicy stacji. Muszę przyznać, że grupa jest naprawdę zgrana i zżyta ze sobą, dlatego atmosfera jest bardzo dobra i udaje się unikać konfliktów i nerwowych sytuacji. To duży sukces, biorąc pod uwagę to, że oglądamy się codziennie od prawie pięciu miesięcy. W weekendy o ile pogoda pozwala wybieramy się na dłuższe wycieczki po okolicy, a także odwiedzamy inne stacje, które znajdują się w naszym zasięgu (najbliżej są peruwiańska Machu Picchu, brazylijska Ferraz, a także argentyńska Carlini). Oczywiście na naszej stacji też przyjmujemy gości, przybywają do nas grupy naukowe z innych krajów, żeby prowadzić badania, dziennikarze, ostatnio także artyści. W szczytowym momencie było nas 40-stu (stała załoga liczy 15 osób). Nie mamy prawa narzekać na nudę :) 


Czym zaskakuje Antarktyda?
Nie będzie chyba przesadą jeżeli powiem, że wszystkim, bo dopóki człowiek tutaj nie trafi nie jest w stanie sobie tego wszystkiego wyobrazić. Możesz oglądać tysiące zdjęć i filmów z tego miejsca a kiedy widzisz to w końcu na żywo to i tak szczęka Ci opadnie. I możesz oglądać tę zatokę i lodowce dookoła stacji codziennie przez kilka miesięcy i ciągle ten widok Cię zadziwia. Bo jest inne światło, inny układ chmur, bo spadnie śnieg. Niesamowite. Świetne są też licznie występujące w okolicach stacji mieszkańcy wyspy czyli pingwiny czy ssaki płetwonogie (słonie morskie, uchatki, foki Weddela itd.). Wychodzisz sobie na spacer i oglądasz film przyrodniczy jak z National Geographic. Tylko, że na żywo. Pingwiny są tak pocieszne, że można je obserwować godzinami i kulać się ze śmiechu. Z zaskoczeń, które dotknęły nawet starych polarników muszę wspomnieć o pogodzie, która naprawdę nam dopisuje. Przez zdecydowaną większość czasu temperatura na plusie, wiele pięknych, słonecznych dni, więcej opadów deszczu, niż śniegu. Naprawdę nie brzmi jak Antarktyka, nawet w lecie.

Twoja najciekawsza przygoda na śnieżnym kontynencie?
Wolałbym z wielu względów nie upubliczniać najciekawszych przygód jakie tutaj przeżyłem. Natomiast z tych, o których mogę wspomnieć, najbardziej w głowie utkwiła mi wycieczka lodowcem na argentyńską stację Carliniego. Jest ona oddalona od naszej stacji o około 20 kilometrów i zdecydowana większość trasy prowadzi przez lodowiec. Wyruszyliśmy w pięć osób. Na lodowcu dużym zagrożeniem są kilkumetrowe szczeliny, których często nie widać, dlatego dla bezpieczeństwa korzystamy z rakiet, liny, uprzęży i czekanów. Dodatkowo poruszaliśmy się we mgle, która ograniczała widoczność do kilkudziesięciu metrów. Bez gpsu z trackiem nie byłoby mowy o dotarciu do celu, bo byśmy się w tej mgle zagubili. Niesamowite przeżycie. Argentyńczycy podjęli nas po królewsku, zaliczyliśmy też imprezę z okazji chrztu polarnego. Następnego dnia podwieźli nas skuterami śnieżnymi w głąb lodowca i ruszyliśmy w drogę powrotną. Dodam do tego jeszcze, że wielką przygodą i frajdą są zawsze spotkania z wielorybami, a kiedy uda się do nich jeszcze zbliżyć na odległość 10ciu metrów to już w ogóle jest kosmos. Niesamowite stworzenia.


Kiedy powrót i jak wyglądają dalsze plany turystyczne?

Niestety mój pobyt na wyspie dobiega końca i pozostały już tylko dwa tygodnie do przybycia statku. Ciężko będzie pożegnać się z tym pięknym miejscem i z tymi świetnymi ludźmi, którzy zostają tutaj na zimowanie. Na pocieszenie pozostaje nam możliwość przebukowania biletu powrotnego do Polski na koniec kwietnia i tym samym spędzenia urlopu w Ameryce Południowej. Razem z trzema innymi letnikami wybieramy się na Wyspę Wielkanocną, a także na wodospady Iguazu w północnej Argentynie. To są dwa główne punkty wycieczki, ale po drodze na pewno uda nam się zobaczyć mnóstwo pięknych miejsc w Chile i być może w Brazylii.
Dziękujemy za rozmowę. 
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich 

Antarktyda to kontynent położony najdalej na południe na Ziemi, około 98% Antarktydy pokrywa polarna czapa lodowa o średniej grubości 1,9 km, która rozciąga się do wszystkich, prócz wysuniętych najbardziej na północ krańców Półwyspu Antarktycznego. Pod względem średnich warunków Antarktyda to najzimniejszy, najsuchszy i najbardziej wietrzny kontynent, ma także najwyższą średnią wysokość ze wszystkich kontynentów. Antarktyda jest uznawana za kontynent pustynny, z roczną sumą opadów równą 200 mm wzdłuż wybrzeża i znacznie mniej w głębi lądu. Temperatura na Antarktydzie spada poniżej -90 °C. Antarktyda jest zarządzana wspólnie przez państwa, które mają prawo głosu w ramach systemu traktatu antarktycznego. Traktat antarktyczny został podpisany w 1959 roku przez 12 państw; do tej pory podpisały go 53 państwa, w tym Polska. Zakazuje on działań wojskowych i wydobycia surowców mineralnych, prowadzenia prób jądrowych i składowania odpadów jądrowych, wspiera badania naukowe oraz chroni faunę i florę kontynentu. Badania naukowe są prowadzone przez ponad 4000 naukowców z wielu krajów.

Polska Stacja Antarktyczna imienia Henryka Arctowskiego, powszechnie nazywana ,,Arctowski” znajduje się na półkuli południowej w archipelagu Szetlandów Południowych, na wyspie Króla Jerzego zaliczanej wraz z całym archipelagiem do klimatycznej strefy morskiej Antarktyki. Miejsce to jest odległe od Polski o ponad 14 tys. km Opiekę logistyczną i merytoryczną nad Stacją ,,Arctowski" sprawuje Zakład Biologii Antarktyki Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN- kontynuator prac i tradycji Zakładu Badań Polarnych Instytutu Ekologii PAN, od którego został odłączony wraz ze Stacją "Arctowski" w 1992 roku. Na stacji prowadzone są badania w dziedzinie oceanografii, geologii, geomorfologii, glacjologii, meteorologii, sejsmologii i przede wszystkim biologii i ekologii oraz nieprzerwanie prowadzone są obserwacje monitoringowe: ekologiczne, glacjologiczne i meteorologiczne.

Co na bieżąco dzieje się na stacji Arctowski możecie śledzić TUTAJ