#zamiastniewyspania Sytuacja wygląda tak: od kilku dni dziewczynka nie chce zasypiać sama w swoim pokoju. Rodzice próbują różnych rzeczy: tablicy motywacyjnej, czytania przed snem, trzymania za rękę, małej lampki nocnej. Nawet jeśli uda jej się zasnąć to przychodzi (wędruje) do łóżka rodziców o różnych porach w środku nocy lub nad ranem.


Efekt: rodzice niewyspani; dziewczynka niewyspana, a z tego wynika dużo napiętych sytuacji w ciągu dnia.
Po kolejnej nieprzespanej nocy rodzice zgłosili się do Pracowni, żeby dowiedzieć się co jeszcze mogą zrobić, aby rozwiązać swój problem. Po zabawie oraz budowaniu kontaktu i dobrej relacji z dziewczynką zaczęłyśmy rozmawiać na temat snu.
Okazało się, że jest ona bardzo rezolutna jak na swój wiek i zdaje sobie sprawę z tego, że powinna spać w swoim łóżeczku oraz że często chodzi niewyspana i zmęczona. Powiedziała, że boi się zostać sama gdyż śnią jej się koszmary.
Zapytałam ją, czy mogłaby narysować mi to co z nich pamięta. W pierwszej chwili zareagowała strachem i szybko pokręciła przecząco głową. Następnie powiedziała, że już tak za bardzo nie pamięta. Wytłumaczyłam jej, że na rysunku to nie jest tak jak w prawdziwym śnie; tutaj mamy kontrolę nad tym co się dzieje i to ona może decydować, bo to ona trzyma w ręku kredkę. Po drugie jestem z nią ja, a za drzwiami siedzi mama i tata. Jeśli coś ją przestraszy to wszyscy będziemy mogli zareagować. Dziewczynce bardzo się to spodobało, zapytała tylko o to, czy jeśli potwór będzie zbyt straszny będę mogła narysować na nim coś miłego i zadowolona zasiadła do pracy.

Po ok. 15 minutach praca była gotowa. Z ciekawością przyglądałam się obrazkom – tak narysowała dwa. Zapytałam, czy chciałaby opowiedzieć o nich także rodzicom. Zgodziła się i w trójkę przysłuchiwaliśmy się prezentacji. Na pierwszym był potwór (uszaty różowy królik i zielony ufoludek, którzy straszą ją w nocy i nie pozwalają spać. A na drugim była postać czarnego owada – jak wyjaśniła dziewczynka była to czarna pszczółka. Powiedziała, że czarna pszczółka obecnie się pochorowała i nie może jej bronić przed złym potworem i ufoludkiem. I dlatego musi przychodzić do rodziców bo oni wtedy ją ochronią.
Powiedziałam jej, że to fantastyczne, że tak sobie radzi z tymi okropnymi postaciami. I że fajnie mieć cudownych rodziców, na których można liczyć kiedy dzieje się coś złego. I to dobrze, że może się do nich zwrócić z problemem. [wzmocniłam jej umiejętność i kompetencje radzenia sobie z problemami, a także rolę rodziców w tym procesie (którzy często czuli bezsilność, a teraz mogli poczuć także dumę, że ich córka ma do nich zaufanie)]

Zapytałam, jak długo pszczółka będzie chora? Dziewczynka odpowiedziała, że bardzo ciężko się rozchorowała i że już długo choruje; i że potrwa to jeszcze całe 2 dni! Wzięłyśmy kalendarz. Policzyłyśmy, zapytałam, czy chodzi jej o tę datę wskazaną w kalendarzu. Przesunęła mój palec na jeden dzień do przodu i z uśmiechem powiedziała: Ten! Chciała go zaznaczyć serduszkiem, bo stwierdziła, że pszczółka mieszka w jej serduszku i ono się bardzo ucieszy jak wyzdrowieje.

Rodzice dostali do ręki kalendarz i zadanie domowe – dużo rozmawiać o pszczółce i jej potrzebach (co będzie niezbędne do jej pełnego wyzdrowienia). Zjawili się w kolejnym tygodniu na umówioną wizytę. Dziewczynka od zaznaczonej daty zaczęła z powrotem przesypiać noce i nie wędruje już do sypialni rodziców. Na moje pytanie odpowiedziała tylko: Przecież mówiłam, że potrzebne są dwa dni! Teraz już mam kogoś kto mnie chroni.

Czasem trzeba zrobić tak niewiele i tak dużo zarazem.


*wszystkie historie i materiały zamieszczane są za zgodą moich małych i dużych pacjentów