Piłkarze ręczni MKS-u Kalisz mogą odetchnąć z ulgą. Na dwie kolejki przed końcem sezonu zapewnili sobie utrzymanie w I lidze. Zrobili to świetnym stylu, pokonując w sobotę w Arenie rywala zza miedzy, Ostrovię 26:23.

Na ligowe zwycięstwo podopieczni Mateusza Różańskiego czekali od ponad miesiąca. Lepszego momentu na przełamanie nie mogli wymarzyć. Derbowe pojedynki z Ostrovią zawsze bowiem charakteryzują się podwójną dawką adrenaliny, a ponadto kaliszanie nie przegrali jeszcze z tym zespołem na pierwszoligowych parkietach. W sobotę w Arenie zachowano status quo. Licznie zebrani kibice obejrzeli zacięte i pełne twardej gry widowisko, zakończone triumfem gospodarzy.

Przez większość meczu rezultat oscylował wokół remisu. Losy derbowej rywalizacji rozstrzygnęły się w końcówce. W 51. minucie bramka Macieja Nowakowskiego i celny rzut Pawła Adamczaka z lini

siódmego metra pozwoliły kaliszanom odskoczyć na 23:20. Po chwili mieli oni kontrę, po której mogli odebrać rywalom ochotę do gry, ale jej nie wykorzystali. Przyjezdni starali się jeszcze odrobić straty, a ostatni dzwonek ku temu mieli w 56. minucie, gdy tracili do miejscowych dwa gole (24:22). Na szczęście gospodarze zachowali koncentrację i nie wypuścili triumfu z rąk. Kilka interwencji Filipa Jarosza, a także skuteczne akcje Damiana Krzywdy i Tomasza Wawrzyniaka sprawiły, że na minutę przed ostatnią syreną prowadzili 26:22. Gościom zabrakło już czasu na zmianę rozstrzygnięcia. Skończyło się na 26:23 i euforii radości po kaliskiej stronie.

Atutem MKS-u okazała się tradycyjnie nieustępliwość w obronie, mimo że od 17. minuty nie mógł nią dowodzić Łukasz Kobusiński. Czołowy defensor całych rozgrywek wyleciał z parkietu za czerwoną kartkę, jaką ujrzał po faulu na Patryku Stańku. Mimo jego nieobecności gospodarze stracili zaledwie 23 bramki. Spora w tym zasługa Filipa Jarosza, który pojawił się w kaliskiej bramce w trakcie pierwszej połowy i pozostał w niej do samego końca, raz po raz odbijając rzuty przeciwników.

Sobotnią wygraną kaliszanie zatrzymali licznik kolejnych porażek na czterech, a ponadto zapewnili sobie ligowy byt. Na dwie kolejki przed końcem mają bowiem cztery punkty przewagi nad znajdującym się na miejscu barażowym MTS-em Chrzanów, który nie jest już w stanie dogonić podopiecznych trenera Różańskiego. Do rozegrania w tym sezonie pozostały im jeszcze dwa mecze – wyjazdowy z AZS UZ Zielona Góra i domowy z KSZO.

źródło: http://www.faktykaliskie.pl/