O połowę spadła liczba egzaminów na kategorię B w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Kaliszu. Powodów jest kilka. M.in. niż demograficzny i mniejsza chęć młodych do zdobycia „prawka”. Ale podstawowy to konkurencja innego Ośrodka. Rok temu w Miliczu – małej miejscowości leżącej blisko granicy z województwem wielkopolskim, powstała filia jeleniogórskiego WORD-u. I przyciąga sporo kandydatów na kierowców, którzy do tej pory na egzamin przyjeżdżali do Kalisza.

Milicki oddział przez pierwszych sześć miesięcy 2019 roku przeegzaminował 2 142 osoby. Mowa o egzaminie praktycznym na najpopularniejszą kategorię B. Najwięcej zdających jest z Krotoszyna, Ostrowa Wlkp., Pleszewa i Jarocina. Z tego ostatniego to ponad 300 osób.

Ośrodek egzaminowania w Miliczu zatem się rozwija, a w Kaliszu zrodził się spory problem. Liczba egzaminów praktycznych na kategorię B spadła o prawie 50%. - W pierwszym półroczu 2019 roku mieliśmy o 4 600 egzaminów mniej w porównaniu do tego samego okresu w 2018 roku. Spora część naszych dotychczasowych kandydatów z Krotoszyna, Ostrowa czy z Jarocina jeździ zdawać do Milicza – mówi nam Stanisław Piotrowski, dyrektor WORD w Kaliszu.

U nas by to nie przeszło

Z Kalisza zdawać w Miliczu postanowiły na razie 4 osoby. Dyrektor kaliskiego WORD-u nie kryje swojej krytycznej opinii na temat nowo powstałego ośrodka. - To jest jednostka, która nie spełnia warunków ruchowych i dlatego nie powinna być miejscem egzaminowania – uważa Stanisław Piotrowski.

Ale pozwolenie na taką działalność ma.

WORD-y podlegają Urzędom Marszałkowskim danego województwa. Władze samorządu województwa dolnośląskiego zgodziły się na to, by WORD w Jeleniej Górze utworzył swój oddział w oddalonym o 170 km Miliczu. W Wielkopolsce jest zakaz tego typu praktyk. Ośrodki mogą funkcjonować tylko w miastach odpowiedniej wielkości – byłych miastach wojewódzkich, które mają odpowiedni poziom rozbudowanej infrastruktury i natężenia ruchu.

Milicz to miasteczko z 11 tysiącami mieszkańców. Z jednym rondem, bez drogi dwujezdniowej jak u nas np. al. Wojska Polskiego. – To mały obszar, egzamin przeprowadza się na kilku konkretnych ulicach i koniec. To powrót do rzeczywistości sprzed 30 lat. Tak było przed 1992 rokiem – egzaminator jechał do ośrodka szkolenia. Wówczas BRD, czyli program bezpieczeństwa ruchu drogowego „leżał”. Trup ścielił się gęsto. Dlatego powstały Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego, a nie żeby w dziurach robić egzamin…  – mówi dyrektor kaliskiego WORD-u.

Podobna zdawalność

Zdawalność w Miliczu jest jednak na niemal takim samym poziomie jak w Kaliszu. W pierwszym półroczu tego roku egzamin na kategorię B zdało tam prawie 49% kandydatów. W Kaliszu blisko 50%. Młodzi kandydaci na kierowców dostrzegają zalety jak i wady egzaminu w mniejszym ośrodku.  - Jeżeli jest opcja zdawać w mieście, gdzie jest mniejszy ruch, to jak najbardziej można z tego skorzystać.  Umiejętności kierowcy zależą głównie do tego, jak ta osoba podeszła do przygotowań – uważa Arek.

- Z jednej strony dobrze, z drugiej nie, bo niby mniejszy ruch, ale nie wiadomo czy później dałoby się radę jeździć w większym ruchu. Lepiej zdawać tutaj, w Kaliszu, na trudniejszych warunkach. Dzięki temu więcej można się nauczyć – mówi nam Edyta.

Spadek liczby egzaminów to spadek przychodów. A WORD-y utrzymują się głównie z opłat za egzaminy. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Kaliszu po raz pierwszy zanotował stratę w I kwartale 2019 roku.  - Póki co jest to na poziomie kilku procent. Na razie nie ma się czym martwić, ponieważ mamy odłożone pieniądze na funduszu oszczędnościowym – uspokaja Piotrowski.

Powstanie nowego ośrodka niesie ze sobą również zmiany kadrowe. Przed lipcem 2018 w kaliskim WORD było 18 egzaminatorów, teraz 13.

Źródło: faktykaliskie - Agnieszka Gierz, Zuzanna Szymczak, fot. ZSZ, google maps, archiwum