W 2011 roku miało miejsce tsunami, w wyniku którego doszło do awarii w elektrowni atomowej w Fukushimie. Wówczas ewakuowano mieszkańców okolicznych miejscowości. Teraz japońską prefekturę odwiedziła grupa Polaków z organizacji Napromieniowani.pl , by zobaczyć, jak wygląda ona 7 lat po katastrofie. W wyprawie wzięli udział ostrowianin Krystian Machnik a także jego znajomi Adam Bojanowski i Dawid Kruczek.

Strefa fukuszimska podzielona jest na trzy mniejsze: zielona do której obecnie wracają nieliczni, pośrednia pomarańczowa i całkowicie zamknięta czerwona. Oczywiście, najwięcej ciekawych rzeczy jest w tej ostatniej.



Nasz plan w końcu przyniósł wyczekiwany efekt i przelecieliśmy pół świata po to, by na własne oczy zobaczyć skutki katastrofy w pobliskiej elektrowni jądrowej, tsunami oraz trzęsienia ziemi w jednym. Od tych tragicznych chwil minęło już 7 lat i coraz większe obszary starej Strefy wracają do życia przez co funkcjonujące obiekty dość często przeplatają się z takimi, w których od dawna nikogo nie było.

Eksploracja Fukushimy jest zupełnie inna od tej, jaką przeprowadzamy w Czarnobylu, gdzie spędziliśmy już 200 dni. Niekiedy, trudno nawet rozpoznać na pierwszy rzut oka czy dany obiekt jest funkcjonujący, czy nie. I tak wiele jeszcze zamkniętych na klucz domów poznaliśmy po tym tylko, że roślinność jest bujniejsza, auto zakurzone, a w oponach nie ma powietrza. Natomiast wczoraj minęliśmy restaurację "Atom" komentując, że "mogliśmy tutaj zjeść obiad", kiedy kolega zawołał nas z tyłu dlaczego minęliśmy taki fajny urbex. Wróciliśmy się i przez szyby spostrzegliśmy, że produkty są wyblakłe, natomiast filiżanki na stołach i talerze muszą leżeć w tej pozycji naprawdę bardzo długo - do restauracji prawdopodobnie nikt nie wchodził od 2011 roku. Wszystko w środku wyglądało tak, jakby obsługa po prostu wyszła nie posprzątawszy wcześniej- pisze Krystian 



Opuszczone niedawno miasto charakteryzuje się ogłuszającą ciszą, ale i... niesamowitym smrodem. W mieszkaniach psują się produkty, wchodzi wilgoć oraz grzyb, ale nie da się porównać do tego, co jest w supermarketach. Jest ich w Fukushimie dużo i został w nich cały asortyment, którym żywią się szczury przegryzające opakowania, by dostać się do jedzenia. Wszystko wokół jest klejące lub śliskie - to zdecydowanie nie jest miejsce dla osób wrażliwych.

Widoki to jednak wynagradzają: wyobraźcie sobie, że jako pierwsi od 7 lat otwieracie w sklepie lodówkę, a tam wciąż lody (oczywiście, roztopione i zepsute), nieco dalej kocia karma w promocji, narzędzia, śrubki i wiertła, dywany czy nawet telewizory LCD. Te ostatnie zresztą na magazynie leżały we wciąż zaklejonych kartonach.

Nic tak jednak nie zwraca uwagi, jak opuszczone samochody. Jest ich tu tak dużo, że po czasie człowiek przestaje zwracać na nie uwagę. Co innego auta sportowe, bo tych również tu niemało. Nissan Skyline, Nissan 300ZX czy Nissan Silvia stoją tu tak, jakby po prostu latami czekały na kupca - niektóre z książką serwisową w środku czy nawet kluczykami- relacjonują swój wyjazd do Japonii 



Przykładem niechaj będą agregaty prądotwórcze: małe i duże, a wszystkie wciąż zalane paliwem po sam korek. W innym miejscu znaleźliśmy używane kamery i aparaty - ich baterie już się rozładowały, więc przełożyliśmy karty pamięci do naszych aparatów. Jak możecie się domyślić wciąż działały, a na ekranie wyświetliły się fotografie zrobione przed ewakuacją. Innym ciekawym znaleziskiem była konsola Nintendo 64 z kartridżem gry 007: James Bond, natomiast w małej, osiedlowej restauracji wciąż można było nalać piwo z nalewaka, zaś garnek w kuchni wypełniony był starą zupą- piszą chłopacy z ekipy napromieniowani.pl