Wszyscy anestezjolodzy -25 specjalistów - kaliskiego szpitala złożyli wypowiedzenia z pracy. W ten sposób domagają się jak najszybszych podwyżek. Szpital z lekarzami negocjuje i jednocześnie zawiadamia wojewodę i NFZ, bo jeśli nie dojdzie do porozumienia, od 1 lutego placówce grozi paraliż.

Anestezjolodzy wypowiedzenia złożyli dwa tygodnie temu. Jak przekazuje szpital - to element taktyki negocjacyjnej. Specjaliści domagają się podwyżek, a dotychczasowe rozmowy nie przyniosły skutku. Szpital ogłosił zatem konkurs na obsadzenie 25 stanowisk. Wpłynęło 28 ofert. To 25 anestezjologów, którzy wcześniej złożyli wypowiedzenia i 3 z innych ośrodków.  - Wczoraj te oferty były składane i wczoraj ta informacja do mediów wypłynęła, w związku z czym uważam, że to nie jest przypadek. Jutro jestem umówiony z przedstawicielami anestezjologów na godzinę 8:00 rano, żeby porozmawiać o tych ofertach. Uważam, że trochę przeszacowali ze stawkami za godzinę pracy, złożyli oferty tylko na stawkę godzinową – mówi nam Radosław Kołaciński, dyrektor szpitala.

Jakiego wzrostu wynagrodzeń oczekują anestezjolodzy, tego dyrektor nie chce zdradzać. Jeśli szpital nie zaakceptuje stawek zaproponowanych przez lekarzy, zostanie rozpisany drugi konkurs.  - Ja jestem dobrej myśli. Oczywiście szpital musi zgodnie z ustawą wdrażać pewne procedury. I dwa tygodnie temu, gdy zostały złożone te wypowiedzenia, wysłaliśmy informację do sztabu kryzysowego do wojewody, do NFZ. Bo w przypadku, gdybyśmy się nie dogadali, musimy podpisać umowy z innymi szpitalami, aby pacjenci tam byli zaopatrywani, żeby każdy otrzymał pomoc – wyjaśnia Radosław Kołaciński.

Anestezjolodzy obecnie pracują normalnie, umowy wygasną im 1 lutego. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, przestanie pracować oddział anestezjologii i intensywnej terapii oraz szpitalny oddział ratunkowy. Dlatego, zgodnie z prawem, o sytuacji został poinformowany wojewoda i NFZ.

To już kolejni specjaliści personelu szpitala, którzy domagają się wzrostu wynagrodzeń. W minionym roku o podwyżki walczyli lekarze psychiatrzy, radiolodzy, diagności, fizjoterapeuci, a wcześniej pielęgniarki. Dyrektor Radosław Kołaciński otwarcie przyznaje, że za chwilę o wyższą pensję zaczną dopominać się następne grupy. Dlatego problem powinien być rozwiązany systemowo – mówi szef Wojewódzkiego Szpitala. – Jeśli teraz ewentualnie przyznamy te podwyżki to jest kolejny krok w kierunku zadłużania szpitala. Jeśli chcemy szpitale oddłużać, to te kwestie musiałyby zostać rozwiązane systemowo, NFZ powinien dawać na to środki – uważa Radosław Kołaciński.

Straty szpitala za 2018 r. wynoszą 21,5 mln zł.