Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi postanowiło nieco zliberalizować obrót ziemią rolną. Już wkrótce każdy kto zechce będzie mógł kupić hektar ziemi, a nie jak obecnie, tylko 300 arów. Natomiast w granicach administracyjnych miast nie będzie żadnych ograniczeń, ponieważ tam zostaną całkowicie zostaną wyłączone przepisy o handlu ziemią.

Będzie to możliwe za sprawą nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, której projekt już widnieje na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji.
Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski od chwili objęcia teki zapewniał, że spod działania tej ustawy wyłączy jeden hektar ziemi. I teraz stara się dotrzymać tej obietnicy. Rzecz w tym, że robi to trochę nieudolnie. Wprawdzie projekt zakłada, że każdy będzie mógł sobie kupić hektar gruntu rolnego, ale nie uchyla jednocześnie przepisu o 300 arach. Jest to oczywistą sprzecznością, którą Ministerstwo Rolnictwa powinno jak jak najszybciej usunąć, żeby się nie ośmieszać.
Mocą obecnie obowiązujących przepisów ziemię rolną może kupić wyłącznie rolnik indywidualny, spełniający określone kryteria. Inne podmioty, gdy chcą dokonać takiego zakupu muszą się postarać o zgodę prezesa Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (dawna Agencja Nieruchomości Rolnych). A ten wyraża na to zgodę tylko wtedy, gdy kupowana ziemia będzie przeznaczona na cele rolne.
Eksperci uważają, że wyłączenie jednego hektara spod działania kontrowersyjnych przepisów to dobra wiadomość, ale niektórzy chcą pójść jeszcze dalej.
– Nowe przepisy na pewno ułatwią życie tym rolnikom, którzy nie mają statusu rolnika indywidualnego, a także osobom, które będą chciały zamieszkać na wsi – powiedział Maciej Obrębski, adwokat specjalizujący się w nieruchomościach.
– Na jednym hektarze można wybudować cztery do sześciu bloków, ale nie zrealizuje się dużej inwestycji. Dlatego naszym zdaniem nowa ustawa powinna zwalniać co najmniej dwa hektary – tłumaczy Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Mimo to deweloperzy cieszą się ze zmiany przepisów. Oczywiście, najbardziej cieszy ich zwolnienie z rygorów obrotu ziemią w granicach administracyjnych miast.
– W miastach brakuje ziemi pod inwestycje co sprawia, że rośnie jej cena, a tym samym i ceny mieszkań. Nowe przepisy powinny rozwiązać problem braku gruntów inwestycyjnych w miastach i wpłynąć na obniżenie ich cen, a potem mieszkań – uważa dyrektor Konrad Płochocki.
– My, samorządowcy nie jesteśmy zadowoleni z wyłączenia stosowania przepisów do ziemi w miastach. Grunty rolne w miastach nie są tylko ugorami, koło których buduje się bloki. Mamy też ogólnodostępne tereny zielone czy cenne przyrodniczo – tłumaczy Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska. – Teraz może się zdarzyć, że ktoś wpadnie na pomysł ich zabudowania. Mamy już specustawę mieszkaniową, która ułatwia budowę bloków w miastach, a teraz będą jeszcze wyłączenia dotyczące gruntów rolnych. Prawo idzie w zdecydowanie złym kierunku – uważa wiceprezydent Bielawski.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi chce też wyłączyć stosowanie ustawy do gruntów pod stawami rybnymi, które stanowiłyby co najmniej 70 proc. powierzchni nieruchomości oraz bloków po państwowych gospodarstwach rolnych. Rzecz w tym, że stoją one często właśnie na gruntach rolnych, więc ich lokatorzy nie mogą wykupić mieszkań. Nie są bowiem rolnikami indywidualnymi. Teraz przepisy odblokują wykup takich lokali.
Nowych przepisów nie będzie się również stosowało w przypadku egzekucji komorniczej, postępowania upadłościowego, łączenia i podziału spółek prawa handlowego.
– Zmiana usprawni egzekucję długów. Teraz ustawowe ograniczenia mocno to utrudniają. Komornicy mają kłopoty ze zlicytowaniem nieruchomości, bo muszą znaleźć rolnika indywidualnego, który kupi taką ziemię, a takich nie ma zbyt wielu – twierdzi mec. Obrębski.
Projekt umożliwia również uczelniom publicznym nabywanie gruntów rolnych w celach dydaktycznych, a spółkom z większościowym udziałem samorządu terytorialnego lub Skarbu Państwa na cele użyteczności publicznej.
Ministerstwo nowymi przepisami ułatwi także podział majątku po rozwodzie. Teraz, żeby któryś z małżonków dostał ziemię, musi albo być rolnikiem indywidualnym, albo dostać zgodę prezesa Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Projekt zakłada, że teraz ustawa nie będzie stosowana przy podziale ziemi po rozwodzie.